wtorek, 21 marca 2017

? Czas leczy rany i kiedyś będzie dobrze mówię Ci !

trochę taki sentymentalny wpis.....


jak byliśmy ostatnio z Dawidkiem w szpitalu..na Oiomie oczywiście (a właściwie na OITD- Oddział Intensywnej Terapii Dziecięcej) to na korytarzu spotkałam rodziców dziewczynki, która leżała  w tym samym pokoju co nasz syneczek.
Dziewczynka ta była malusieńka, taka tyci tyci, wcześniaczka...musiała też być zaintubowana, karmiona też była sondą i czekała ją operacja.

Czekając wspólnie na korytarzu, zaczęliśmy rozmawiać i widziałam ogromnie dużo bólu, smutku, niepewności, bezradności i wszystkiego co odczuwa rodzic nowo narodzonego dziecka, które musi samo walczyć, walczyć każdego dnia, a rodzic nie wie co będzie jutro...czy jutro w ogóle będzie..a jeśli będzie to jakie ono będzie....czy normalne czy może nie? czy czeka nas niepełnosprawność, czy w ogóle coś nas czeka.....

będąc najpierw z Dawidem w szpitalu w KTW, potem w Zabrzu spotkało się wielu ludzi na korytarzu, przed drzwiami.... i każdy z nich przeżywał swoją własną tragedię...każdy przeżywał to w inny sposób, ale nikt nie pozostawał obojętny wobec tego co się stało.....bo na chorobę dziecka nie da się przygotować i nie da się być wobec niej obojętnym...Choroba najważniejszej osoby w życiu wywoływać może przeróżne, skrajne emocje.

Pamiętam jak urodził się Dawid...byłam wykończona porodem, hormony buzowały, a ja widziałam tylko pustkę....taką wielką czarną otchłań i nic więcej...naprawdę...nigdy wcześniej tego nie doświadczyłam....myślałam, ze Dawidek tego nie przeżyje, że ja tego nie przeżyję...wszystko straciło sens...mieliśmy razem wrócić po kilku dniach do domu....a wróciliśmy tylko, że bez naszego syneczka, który leżał sam w szpitalu i nie wiedział co się stało,
-"gdzie jest mama...gdzie ja w ogóle jestem, ja chcę z powrotem do brzuszka mamusi" - tak na pewno myślał Dawidek:P

a my byliśmy bezsilni, nie wiedzieliśmy dokąd to wszystko nas zaprowadzi...co przyniesie nowy dzień...szybko przestaliśmy w ogóle chodzić do lekarzy pytać o stan zdrowia Dawida, bo w odpowiedzi słyszeliśmy tylko: "bez zmian"


z czasem czarna otchłań zniknęła, a w zamian pojawiła się szpitalna codzienność  i radość z każdej chwili spędzonej z Dawidkiem...potem smutek, że trzeba go znów tam samego zostawić i tak w kółko....


teraz po prawie roku patrzę na to wszystko zupełnie inaczej....to jest nasze życie ..tak wygląda i już i dobrze jest, że jest Dawidzio...a z resztą jakoś damy radę.....


i wtedy tam na korytarzu widząc cierpienie tych rodziców, nie byłam w stanie powiedzieć nic sensownego, bo co powiedzieć osobie, która tak bardzo cierpi....że będzie dobrze?!- nic gorszego nie można by powiedzieć.....

ale będzie dobrze !!! prędzej czy później...ale będzie...i "dobrze" tutaj dla każdego oznacza zupełnie co innego....trzeba tylko umieć odnaleźć  to "dobrze" w swojej sytuacji....

a do tego trzeba czasu...jak wiadomo czas leczy rany...stare powiedzenie, a jak prawdziwe

więc jeśli teraz komukolwiek jest źle, to niech pomyśli, że kiedyś będzie dobrze :)

32- dziękujemy za Wasz 1 % ! :)

Kochani! Dziękujemy Wam z całego serca za przekazanie 1 % dla naszego Dawidka. Jesteśmy wzruszeni, że losy naszego syna nie są Wam obojęt...