jednym słowem jest super...teraz do szczęścia trzeba nam trochę słońca i cieplejszej pogody....
no ale wczoraj wiadomo wózek było trzeba wypróbować na trochę dalszej trasie
no bo jakby inaczej :D
plan:Wisła Czarne - bo tam i ładnie i betonowa droga więc dla nas jak na początek idealnie:)
YoYo jestem prawie gotowy na wycieczkę :D |
no ale do Wisły nie dojechaliśmy...ilość samochodów przed i za nami na drodze nas przeraziła...zwłaszcza, że nasz ssak nie był naładowany do końca i aż strach pomyśleć co by było gdyby nam się rozładował...wiec szybka zmiana kierunku i jedziemy do Górek Wielkich :)
standardowo jak zawsze przygotowania do wyprawy trwały chyba z dwie godziny....jeszcze wiele musimy się nauczyć...jak szybko i sprawnie się spakować i jak szybko i sprawnie zapakować maluszka do samochodu a potem jak szybko go wyjąć- to póki co jest problematyczne ale dojdziemy kiedyś do wprawy....póki co przy wyjmowaniu z samochodu i wkładaniu do wózka panuje istny rozgarniasz...Dawid płacze, saturacja spada do 70....ehhh ...ale jak już to ogarniamy to jest dobrze i Dawidek się uspokaja i się cieszy :)
nie ma co się dziwić...dla niego to nowa pozycja..i chociaż Dawidek uwielbia siedzieć to do takiej postawy musi się przyzwyczaić....stopniowo wierzymy, że wysiedzi w wózku coraz dłużej....a póki co to tak po pół godzinki wyjmujemy go i pozwalamy rozprostować nóżki :)
"tata wyjmij mnie już z tego wózka bo będę płakał :P" |
jak widać Dawidek jest opatulony jakby wybierał się co najmniej na Syberię- ale z Dawidziem tak trzeba- on ma tak słabe krążenie, że to się w głowie nie mieści- pomimo, że miał czapeczkę, szaliczek, rękawiczki dwa sweterki, dwa kocyki a do tego był w słoneczku ( no i na wietrze niestety)
to jego twarzyczka była po prostu lodowata jak lód....
a teraz boroczek nam się lekko przeziębił...mamy nauczkę, by jednak w taką wietrzną pogodę siedzieć w domu...ale muszę przyznać to moja wina...ja już w domu nie mogę wysiedzieć....ostatni rok prawie że cały spędziłam a to w domu a to w szpitalu i jak tylko widzę trochę słońca to chcę z Dawidziem gdzieś wyjść....a tu jednak trzeba być cierpliwym i trzeba czekać na prawdziwe lato, ciepła wiosna też da radę...ale takie wietrzysko to niestety dla nas za dużo...tak to niestety jest z dzieciakami jak Dawidek- że zimę i mrozy trzeba przezimować w domu :(
choć nasz lekarz mówi, że do -10 możemy wychodzić z Dawidkiem-ale to nie wiem w co musiałabym go ubrać :P
no a w drodze powrotnej Niuniuś spał jak zabity a po powrocie do domu to tata i mama spali jak zabici :)
taka wyprawa z Dawidem męczy....wiadomo kwestia wprawy...ale początki zawsze nie są łatwe....
miłe i przyjemne...ale i męczące
no a dziś już brzydko....więc "zimujemy":D
i czekamy na słoneczko:)